Wirusy, alergie i Kalifornia_ część 1

Stan chorobowy na dzisiaj: 2/3* rodziny nie jest zdrowe… do grona chorowitków dołączyło nasze najmłodsze dziecko i ja. Szymek troskliwie się opiekuje czwórką 😉 swoich dzieci (Boże, pls, uchowaj Szymka, bo kto nam będzie dogadzał?!) . Oprócz wirusa, który w końcu i mnie dopadł, męczy mnie okrutna alergia. Dzisiaj osiągnęła chyba apogeum… wrrr. Kicham, łzawię i ogólnie czuję się źle, i beee. Dodatkowo usłyszałam od jednej z koleżanek, że w Karolinie Północnej niemal każdego dopada alergia, więc jak miałam objawy już wcześniej (a miałam), to tutaj w okresie pylenia mogę się czuć jeszcze gorzej. „Pięknie” – pomyślałam sobie i … moje myśli pomknęły w kierunku Kalifornii, do której BARDZO MAŁO brakowało, a byśmy się przenieśli. Teraz siedzę zakichana, z dreszczami i wspominam sobie nasz (tj. Szymka i mój) 10 godzinny pobyt w przepięknej Santa Monica ( tak tak, 10-godzinny, nie 10-dniowy:) ), w której na pewno nikogo nie męczy żadna alergia, ani nie dopadają wirusy! 🙂 A jak to się stało, że jesteśmy tu gdzie jesteśmy? Dlaczego przy okazji naszej pierwszej wyprawy z Szymkiem (bez dzieci i kota) do Karoliny Północnej lecieliśmy „tylko” 8 samolotami w obie strony: Warszawa – Raleigh, Raleigh – Warszawa? O tym i więcej napiszę jutro, mając nadzieję obudzić się w znacznie lepszej kondycji. Na zachętę załączam przepiękny Pacyfik (plus nasze szare  twarze po 16- godzinnym locie z Warszawy) …

*2/3 nie jest pomyłką. Tonik – nasz czworonożny członek rodzin – również jest zdrowy.

Oznaczone , , ,

2 thoughts on “Wirusy, alergie i Kalifornia_ część 1

  1. Spokojnie spokojnie w Cali też jest szansa że byś miała alergię. Dwie moje znajome ledwo żyją. Wirusy też krążą. Co jakiś czas dostajemy ulotke ze szkoły, że dziecko narazone jest na jakis wirus:/

    1. Dzięki, pocieszająca informacja. Nie ma zatem czego żałować 😉

Dodaj komentarz