Plymouth – cudnie i bezludnie

Wróciłam po przerwie. Tak, wiem że miliony naszych oddanych czytelników już się niecierpliwiły – wybaczcie 😉 A co się działo w ostatnim tygodniu? Proza życia. Skończyły się ponad 2-miesięczne wakacje. Szymuś poszedł do pracy, a ja jeszcze nie ‚desperate housewife’ opiekuję się naszą trójką maluchów i kotem.  (Sorry, powinnam napisać dumnie ‚ happy stay-at-home mom’ 🙂 ) Poza tym pozawieraliśmy pare nowych znajomości i zaliczyliśmy kilka fajnych wieczorów.

Dzisiaj kolejnych wspomnień czar – Plymouth – jedno z pierwszych odwiedzonych przez nas miejsc w Karolinie Północnej. Plymouth znajduje się nad rzeką Roanoke, bardzo blisko ujścia do Oceanu Atlantyckiego.  To bardzo urokliwie położone malutkie miasteczko z niespełna 4 tys. mieszkańców, zapamiętamy z dwóch powodów – CUDNE i BEZLUDNE. Pojechaliśmy tam w niedzielę, naiwnie sądząc że w weekend zawsze więcej się dzieje. Cóż, mocno się pomyliliśmy. Plymouth przywitało nas piękną lutową pogodą, ładną scenerią i całkowitym brakiem ludzi 🙂 OK, Szymek każe uściślić, że widzieliśmy dwie zbłąkane duszyczki oraz dwa przejeżdżające samochody. Wszystkie sklepy i restauracje pozamykane na cztery spusty. Od godziny 14 do 16 centrum miasteczka mieliśmy dosłownie na wyłączność. Po krótkim czasie włóczenia się po okolicy nasz 6- letni synek (najstarszy z trójki) stwierdził, że Plymouth przypomina mu Dziki Zachód. Dlaczego? – bo „miasto jakby nieżywe i nie ma ludzi” 🙂 Mnie w głowie przewijały się bardziej obrazy z książek Marka Twaina o przygodach Tomka Sawyera i Hucka Finna. Rzeka… gdzieś w tle leniwie płynąca barka… cisza i spokój… (zupełnie cicho i spokojnie nie było, bo wiadomo, że z trójką dzieci to jest ‚mission immpossible’). Śmiem twierdzić, że byliśmy największą atrakcją tamtego dnia, serio! Głodni i lekko rozczarowani brakiem wejścia do jakiegokolwiek z miejsc musieliśmy przedwcześnie opuścić Plymouth. Pozostało poczucie niedosytu, ale i magii opustoszałego miasteczka…

* Zaskoczeni sytuacją zapytaliśmy później naszego amerykańskiego kolegę czy to normalny stan rzeczy, żeby w weekend turystyczna mieścina sprawiała wrażenie wymarłej. W odróżnieniu do nas nie wykazał zdziwienia. Rzeczowo wyjaśnił, że w miasteczkach więcej się dzieje w trakcie tygodnia, centrum w niedzielę najczęściej otwarte jest do 13 (ostatniej mszy w południe), a na turystów było zwyczajnie za wcześnie.

Oznaczone , , ,

3 thoughts on “Plymouth – cudnie i bezludnie

  1. Najlepszy dla mnie był szeryf, który zatrzymał się przy naszym samochodzie (bo obca rejestracja a jedyny samochód zaparkowany przy drodze) i zaczął go mocno lustrować, po czym nas zobaczył i połączył fakty – nie miejscowy samochód oraz nie znani, nie groźni ludzie, więc sobie pojechał dalej.

    1. Mógł ten szeryf chociaż kazać Wam podnieść ręce, jeśli nie rzucił na maskę. A tak to bez adrenaliny…

Dodaj komentarz