Szarość dnia codziennego Kordashian family

Dzisiaj jest dzień dobrych wiadomości! Pierwsza: moi rodzice mają przyznane wizy!!!! i już pewnie możemy planować ich pobyt u nas. Mają przylecieć do nas pod sam koniec września i zostać do moich urodzin, czyli pierwszej połowy stycznia. Mamy już wstępny zarys co i kiedy zamierzamy zwiedzić, ale na razie nie będziemy zapeszać. (Z pewnością pochwalimy się jak będzie już na 100% pewne 🙂 ) Druga: nasz dzielny kot senior miał dzisiaj badanie usg, które miało wykluczyć lub potwierdzić chorobę nowotworową i na szczęście obawy okazały się bezpodstawne!!!!!! Teraz trochę się na nas boczy, bo został odstawiony wcześnie rano na badanie i dopiero popołudniu Szymek wyrwał się z pracy by go odebrać. Cóż, przejdzie mu 😉

A co się u nas dzieje/ działo w ostatnim czasie??? 30 maja w poniedziałek było święto ‚Memorial Day’, czyli czas tzw. długiego weekendu, który Amerykanie wykorzystują na mini wakacje. My również postanowiliśmy skorzystać z pogody i wolnego poniedziałku, i w niedzielę pojechaliśmy na Emerald Isle*. To była nasza odskocznia od tygodnia przepełnionego rutyną, na którą składa się Szymka chodzenie do pracy (zupełnie bez sensu!? ) oraz moje siedzenie z dziećmi, które póki nie mamy prawa jazdy i dwóch samochodów ogranicza się do naszego domu z ogródkiem i bliskich okolic. I to jest obecnie nasz priorytet – zrobienie prawka i kupno dwóch samochodów, bo bez tego w Stanach ANI RUSZ. Dodatkowo zaczęłam chodzić na zajęcia do klubu sportowego – Zumbę oraz na tańce NIA (zainteresowanych odsyłam do Google, a szczególnie do YouTube gdzie można sobie podejrzeć tę dziwną formę tańca:) ). Dzięki uprzejmości naszej dobrej koleżanki dostaliśmy możliwość darmowego korzystania przez tydzień z wszystkich zajeć w pobliskim klubie sportowym. Szymek mówi, że jego zajęcia nie interesują (on chce zacząć biegać), więc nie mogę pozwolić by się karnet zmarnował. Zatem przyszły tydzień mam bardzo napięty, bo zamierzam korzystać na całego – zumba, squash, racquetball, ścianka wspinaczkowa i basen!!!!

Szczęśliwie, żyjemy w miłych okolicznościach przyrody i poznaliśmy bardzo fajnych znajomych, z którymi spędzamy czas. Fauna i flora jest bardzo bogata – dużo ptactwa, dzikich królików, szopów, saren, które niejednokrotnie mieliśmy okazję podziwiać, a także różnorodnej roślinności. W ciągu tygodnia po Szymka pracy i wspólnie zjedzonym obiedzie mamy niespełna 15 minut nad duże jezioro z wyznaczonym kąpieliskiem, czystą, szeroką plażą, placem zabaw dla dzieci i miejscem do grillowania. Świetna miejscówka na reset! W naszej mieścinie i innych pobliskich miasteczkach jest mnóstwo fajnych parków, zielonych szlaków oraz placów zabaw. Co tydzień organizowane są różnego rodzaju imprezy dla rodzin, których jest tutaj bardzo dużo. Śmiejemy się że z Szymkiem, że wbijamy się w klimat.

Mieszkamy w okolicach miasta Raleigh – stolicy Karoliny Północny – które choć nie urzeka na pierwszy rzut, przy każdej kolejnej odsłonie plusuje. Aaaa właśnie! W minioną sobotę byłam z dwiema koleżankami na babskim nocnym wypadzie w Raleigh, yeaaah!!! Byłyśmy w super pubie, który ponoć znajduje się w księdze Guinnessa ze względu na serwowane w nim ponad 350 rodzajów piwa. Super wnętrze, pełno ludzi, fajne piwo – wiem, bo nie byłam kierowcą i jako jedyna z naszej trójki mogłam pić 🙂 Później zaliczyłyśmy klub, który był mało udanym wyborem ze względu na rodzaj muzyki – HIP HOP – której żadnej z nas specjalnie nie „leży”. Generalnie średnio tam pasowałyśmy , bo 1. Średnia wieku była na oko 22 lata, a my zawyżałyśmy o co najmniej 11 lat (mówiłam koleżankom, że zamiast ‚dress code’, powinien być ‚age code’ 🙂 ), 2. Byłyśmy w 10% białych ludzi.  Z pewnością byłyśmy atrakcją! 🙂  Tak czy siak wyjście było bardzo udane. Szczerze, nawet nie pamiętam kiedy ostatnio w Polsce byłam w klubie i wracałam po nocy, hehe. Dodatkowo zobaczyłam życie nocne Raleigh, które zdecydowanie bardziej tętni niż to za dnia.

Na koniec słów parę o pogodzie. Karolina Północna leży w wilgotnym klimacie subtropikalnym i słowo „wilgotnym” ma tu kluczowe znaczenie 🙂 W sobotę mieliśmy okazję przekonać się jak będą wyglądały najbliższe trzy miesiące – WYSOKA WILGOTNOŚĆ POWIETRZA I UPAŁ. Pomiar temperatury wskazywał, że jest 35 stopni, a odczuwalna 40. I tak i jeszcze gorzej ma być prawie do końca sierpnia… OK, nie ma tragedii, bo mamy klimatyzację w domu, aucie itp., ale gorąco było już o 9, a upał lekko zaczął odpuszczać dopiero o 19, hellooooooooo 🙂 Ciekawostką są też deszcze i burze, które jeszcze są niemalże codziennie (jeszcze, bo w w lipcu i sierpniu ponoć niewiele pada), a które nie przynoszą żadnej ulgi. Natomiast zupełnie szczerze, chyba wolę ten lekko nieznośny upał, niż zimno, szczególnie że w naszej dzielnicy mamy baseny, z których zamierzamy korzystać i jezioro zaraz obok. Ostatnio narzekałam do Szymka, że „jutro ma być zimno, bo tylko 22 stopnie”  😉

P.S. Szymka mina na foto ze spaceru jest jego standardową miną, gdy robi mu się zdjęcie. Uspokajam – mówi że mnie kocha, a ja czuję się kochana 🙂 🙂 🙂

* Emerald Isle poświęcimy oddzielny wpis.

Oznaczone

4 thoughts on “Szarość dnia codziennego Kordashian family

  1. Pięknie! Rodzice będą mieć cudowny wypoczynek 🙂
    Xxx

    1. Postaramy się by mieli chwilkę wolnego od opieki nad dziećmi i gotowania, hahahahahaha.

  2. Mina Szymka naprawdę mówi że Cię kocha 😉 🙂

    Pozdrawiamy Was bardzo mocno i jeszcze mocniej ściskamy 🙂

    1. Tak, zawsze jest super szczęśliwy jak mu się robi foty 😉
      Buziaki i uściski od naszej piątki dla Waszej czwórki!!!

Dodaj komentarz