Skrót ostatnich miesięcy… RIP Tonik

Osiem miesięcy ciszy na blogu… skandal!? Biję się w piersi, że tak długo kazałam czekać naszej ogromnej rzeszy fanów tegoż niezwykle porywającego bloga… 🙂 A co się u nas działo?

Miniony czas obfitował w wiele wydarzeń z czego większość bardzo szczęśliwych.  Do najważniejszych zaliczamy 4-miesięczny pobyt moich rodziców (hurra! nie zwariowaliśmy! wciąż się kochamy i tęsknimy 😉 ), 5-dniowy pobyt w Nowym Jorku (kocham to miasto!!!), Halloween (najfajniejsze święto amerykańskie), wycieczkę do Charleston w Karolinie Południowej (miasto nie bez powodu nazywane Perłą Południa), Święta Bożego Narodzenia, wakacje na Florida Keys (meeeega!), pobyt naszych przyjaciół z Polski (który później długo odchorowywaliśmy w dosłownym tego słowa znaczeniu, hehe), Święta Wielkanocne na plaży na Outer Banks w miejscowości o bardzo klimatycznej nazwie Kill Devil Hills LOL… Z pewnością jeszcze wrócę do tych wydarzeń w moich następnych wpisach. Oprócz wielu wyżej wspomnianych (i niewspomnianych) szczęśliwych chwil, jedno tragiczne nas nie ominęło – odejście Tonika…

Nasz super kochany kociak odszedł tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Był członkiem naszej rodziny prawie 11 lat – 11 lat w trakcie których zdążyliśmy z Szymkiem zaręczyć się, zamieszkać razem i pobrać, powitać na świecie kolejno S. , H. i M. oraz wyprowadzić na drugi kraniec świata…Tonik był chory na długo wcześniej o czym wiedzieliśmy doskonale jeszcze będąc w Polsce. Większość czytających zna moje/nasze ogromne przywiązanie do zwierząt, więc nikogo specjalnie nie zdziwiło że Tonik leciał z nami do USA. Oczywiście nasz oddany i dzielny kociak spisał się na medal, i podarował nam w Ameryce kolejne wspólne 10 miesięcy. Wyjątkowo zamiast zdjęć z podróży itp. zamieszczam parę fot naszego SUPER EXTRA NAJBARDZIEJ KOCHANEGO I ODDANEGO KOTA NA ŚWIECIE… Do zobaczenia po drugiej stronie…

P.S. Wiele osób nas pytało czy planujemy mieć kolejne zwierzę i niezmiennie odpowiadam – nie!… chyba że jedno z dzieci będzie mi kiedyś wiercić dziurę w brzuchu, jak ja mojej pedantycznej mamie, która w obawie o moje zdrowie psychiczne ostatecznie się dwukrotnie złamała i miałam psa, a później kota- Tonika 🙂 🙂 🙂

P.S.2 Kobieta zmienną jest i dlatego pare zdjęć z najważniejszych wydarzeń ostatnich miesięcy również znajdziecie poniżej 🙂

Dodaj komentarz